sobota, 28 lutego 2026

Twarze Afryki

 

„Twarze Afryki” Jerzego Machury to niewielki reportaż, który stara się uchwycić ducha Czarnego Lądu w krótkich, kadrowych opowieściach. Autor, z wykształcenia prawnik i dziennikarz, a z zamiłowania podróżnik, próbuje w krótki i zwięzły sposób opisać kontynent pełen kontrastów: bogactwo natury zestawione z biedą ludzi, panoramę pustynnych krajobrazów obok zieleni sawanny, egzotyczną atmosferę obok codziennego życia mieszkańców, pełnego tradycji i rytuałów.
Machura podchodzi do Afryki przede wszystkim wizualnie i refleksyjnie, jakby patrzył na nią przez obiektyw aparatu. Poszczególne krótkie reportaże przypominają zdjęcia lub migawki z podróży, które mają przybliżyć czytelnikowi klimat miejsca i jego mieszkańców. Autor nie unika paradoksów: piękno przyrody miesza się tu z tragicznymi kontrastami społecznymi, a zachwyt nad egzotyką splata się z osobistymi rozczarowaniami wynikającymi z konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością. Nie zabrakło tutaj również zdjęć, których jak na tak małą objętość książki jest sporo.
To, co jest w książce jej największym atutem, to ściśle osobisty ton. Machura nie udaje, że ma receptę na Afrykę, ani nie stara się wygłaszać uniwersalnych sądów. Zamiast tego proponuje czytelnikowi zbiór subiektywnych spojrzeń, niewymuszonych obserwacji i drobnych impresji, jakby prowadził nas krok po kroku przez miejsca, które odwiedził. Jednak odbiór tej książki wśród czytelników bywa bardzo zróżnicowany. Niektórzy doceniają jej lekką formę i malownicze kadry, które pozwalają zajrzeć w różne „twarze” Afryki bez ciężkiego reportażowego tonu. Inni natomiast krytykują ją za krótką objętość i brak głębszej narracji, zwłaszcza w porównaniu z klasycznymi reportażami z Czarnego Lądu, które oferują bardziej kompleksowy obraz społeczno-historyczny. W niektórych opiniach pojawiają się uwagi, że wiele fragmentów przypomina raczej felietony lub krótkie relacje z podróży niż spójną książkę reportażową, a często brak w nich kontekstu, który pomógłby lepiej zrozumieć opisywane miejsca i ludzi. Mimo tych krytycznych głosów “Twarze Afryki” ma w sobie coś, co może przemówić do czytelników szukających szybkiej, lekkiej i malowniczej podróży przez najróżniejsze zakątki kontynentu, bez ciężkich analiz, za to z ciekawym spojrzeniem podróżnika-opowiadacza.

piątek, 13 lutego 2026

Droga uchodźcy

 

„Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbaumera to książka, która nie pozwala czytelnikowi zachować bezpiecznego dystansu. To reportaż drogi, ale także reportaż sumienia, opowieść o migracji widzianej nie z perspektywy europejskich debat politycznych, lecz z poziomu ludzkiego doświadczenia.
W XXI wieku Europa mierzy się z falą uchodźców z Afryki. Na ekranach telewizorów widzieliśmy przepełnione pontony i łodzie, na których po kilkadziesiąt osób próbowało przedostać się przez Morze Śródziemne. Z czasem docierały do nas informacje, że nie wszyscy dopływali do celu,  że w drodze ktoś wypadał za burtę, że ze stu osób docierało siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt, a czasem jeszcze mniej. Resztę pochłaniało morze. Ciał często nikt nie szukał. Dopiero później fale wyrzucały na brzeg rozkładające się zwłoki. To obrazy, które poruszają, ale rzadko prowadzą do głębszego pytania: co sprawia, że człowiek decyduje się na tak desperacką podróż?
Klaus Brinkbaumer postanawia poszukać odpowiedzi u źródła. Wyrusza w podróż z Johnem Ampanem - byłym uchodźcą z Ghany, który po czternastu latach spędzonych w Europie wraca do ojczyzny. Ta decyzja nadaje książce szczególny wymiar. Nie jest to bowiem reportaż „o Afryce”, lecz podróż z człowiekiem, który doświadczył obu światów - biedy i nadziei, rozczarowania i tęsknoty.
Autor pokazuje codzienność krajów, z których tak wielu ludzi decyduje się uciekać. Korupcja, niewydolne państwa, dramatyczne nierówności społeczne, bogacące się elity i zwykli obywatele walczący o przetrwanie - to nie są suche dane, lecz rzeczywistość, która kształtuje życiowe wybory. Wstrząsającym przykładem jest Nigeria: kraj wydobywający codziennie miliony baryłek ropy, a jednocześnie miejsce, w którym roczny dochód na mieszkańca wynosi zaledwie kilkaset dolarów. Ten kontrast mówi więcej niż niejeden komentarz polityczny.
„Afrykańska odyseja” odsłania także brutalną prawdę o samej drodze do Europy. Migranci przemierzają Saharę, ryzykując życie z pragnienia i wyczerpania. W Libii trafiają do ośrodków detencyjnych, gdzie są przetrzymywani w nieludzkich warunkach, narażeni na przemoc i upokorzenie. Później pozostaje już tylko morze - ostatni, najbardziej nieprzewidywalny etap podróży. Brinkbaumer nie epatuje okrucieństwem, ale nie pozwala też odwrócić wzroku.
Jednocześnie książka jest opowieścią o rodzinach pozostawionych w Afryce; o żonach i dzieciach czekających na przelew z Europy, o marzeniach, które często okazują się złudzeniem. Migracja nie jest tu czarno-białą historią sukcesu lub klęski. To skomplikowany proces, w którym nadzieja miesza się z desperacją.
Reportaż Brinkbaumera zmusza do refleksji nad odpowiedzialnością zarówno afrykańskich elit, jak i europejskich społeczeństw. Uczy patrzeć na migrację nie jak na „problem”, lecz jak na dramat konkretnych ludzi. To książka potrzebna, szczególnie dziś, gdy temat uchodźców bywa sprowadzany do politycznych haseł.
„Afrykańska odyseja” nie daje prostych odpowiedzi, ale pomaga zrozumieć. A zrozumienie to pierwszy krok do empatii.


wtorek, 10 lutego 2026

Dotknąć Afryki


 „Dotyk Afryki. Opowieści podróżne” Beaty Lewandowskiej-Kaftan to zbiór spotkań, obserwacji i emocji, takich, które zostają z czytelnikiem na dłużej, nawet po odłożeniu książki na półkę. Autorka skupia się na rozmowach z ludźmi, na ich historiach życiowych, analizuje historię państw i jak ona wpłynęła na poszczególne rodziny. Każdy rozdział przybliża nam realia jednego państwa. Odwiedzimy Kenię, Tanzanię, Etiopię, Zanzibar, Mali, Burkina Faso, RPA, Ugandę. W tej ostatniej poznamy los Dian Fossey - amerykańskiej zoolog i prymatolog, która badała życie goryli górskich.
Beata Lewandowska-Kaftan pisze z uważnością i szacunkiem. Nie ma tu egzotyki na pokaz ani taniego zachwytu „innością”. Afryka w tej książce nie jest tłem do przygód białej podróżniczki, ale żywą przestrzenią, w której najważniejszy jest człowiek, jego codzienność, radości, lęki, rytuały i sposób patrzenia na świat. To Afryka widziana z bliska, często w drobnych gestach i krótkich rozmowach. 
Ogromnym atutem książki jest język: spokojny, obrazowy, nienachalny. Autorka nie epatuje dramatyzmem, nie moralizuje, nie poucza. Zamiast tego zaprasza czytelnika do wspólnej wędrówki: czasem cichej, czasem pełnej zdumienia, czasem niewygodnej, bo zmuszającej do konfrontacji z własnymi wyobrażeniami i stereotypami.
„Dotyk Afryki” to także książka o spotkaniu kultur i o pokorze wobec świata. Pokazuje, jak bardzo nasze europejskie spojrzenie bywa ograniczone i jak wiele można się nauczyć, kiedy przestaje się oceniać, a zaczyna słuchać i obserwować. W tym sensie jest to lektura nie tylko podróżnicza, ale również refleksyjna, skłaniająca do myślenia o relacjach międzyludzkich, o różnorodności i o tym, czym naprawdę jest „inność”. Pokazuje również pokorę człowieka wobec sił natury, które potrafią w jednej chwili zniszczyć wieloletni dorobek.  
Prawdziwą perełką danej pozycji jest rozdział poświęcony znanej afrykańskiej wokalistce Bi Kidude, która mając prawie 100 lat wystąpiła we Wrocławiu na festiwalu Brave. Poznamy życie tej niezwykłej kobiety, a wspaniałym dopełnieniem będzie posłuchanie jej śpiewu na platformie youtube.
Polecam tę książkę szczególnie tym, którzy nie szukają sensacji ani spektakularnych przygód, lecz chcą poczuć klimat miejsca, zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na świat z innej perspektywy. 

piątek, 19 grudnia 2025

Komisarz Oczko

 

     Z czystym sumieniem polecam cudowną serię kryminałów o komisarzu Krzysztofie Oczko. Na ten moment cykl liczy już 29 tomów, co może wydawać się liczbą przytłaczającą. W praktyce jednak zupełnie tak nie jest. Historie są stosunkowo krótkie, zwarte i bardzo dynamiczne, dzięki czemu książki czyta się szybko i z dużą przyjemnością.
   Każdy tom rozpoczyna się od popełnienia przestępstwa, a kolejne rozdziały prowadzą nas krok po kroku przez śledztwo. Fabuły są klarowne, logiczne i skonstruowane w taki sposób, że po przeczytaniu całej serii wcale nie odczuwa się znużenia ani bohaterami, ani powtarzalnością schematów. Wręcz przeciwnie, rytm opowieści wciąga, a całość bardzo przypomina dobrze zrealizowany serial kryminalny, w którym każdy odcinek to osobna sprawa.
   Autor unika długich opisów i rozwlekłych analiz stanów emocjonalnych postaci. Narracja jest oszczędna, konkretna i nastawiona na akcję, co sprawia, że książki czyta się lekko i płynnie. To kryminały, które skupiają się na dochodzeniu, faktach i logicznym rozwiązywaniu zagadek, bez zbędnych dygresji.
  Na szczególną uwagę zasługuje sam główny bohater. Komisarz Oczko wyróżnia się na tle wielu literackich śledczych tym, że prowadzi zwyczajne, stabilne życie prywatne. Ma kochającą żonę i córkę, jest szczęśliwy w relacjach rodzinnych, nie zmaga się z uzależnieniami ani wewnętrznymi demonami. To bardzo odświeżające i sprawia, że podczas lektury możemy skupić się wyłącznie na prowadzeniu śledztwa, a nie na osobistych dramatach bohatera.
    Dodatkowym atutem serii jest fakt, że poszczególne tomy można czytać w dowolnej kolejności. Każda sprawa stanowi zamkniętą całość, co daje czytelnikowi pełną swobodę wyboru.
 To świetna propozycja dla miłośników klasycznych, dynamicznych kryminałów.

piątek, 28 listopada 2025

Agatha Christie w innym wydaniu

 

Agatha Christie jest znana czytelnikom przede wszystkim jako królowa klasycznych powieści detektywistycznych. Przez lata wiernie trzymała się zasad, które obowiązywały członków słynnego Detective Club - elitarnego grona pisarzy tworzących klasyczne „czyste” kryminały. Reguły były jasne: żadnych zjawisk nadprzyrodzonych; żadnych duchów ani mistycyzmu; żadnych przypadkowych morderców znikąd. Zagadka musiała być uczciwa: cała prawda ukryta jest w poszlakach, a czytelnik, jeśli tylko uważnie śledzi akcję, ma szansę rozwiązać ją razem z detektywem. Dla tych autorów powieść kryminalna była niczym matematyczna łamigłówka: precyzyjna, logiczna, skonstruowana tak, by prowadzić czytelnika krok po kroku do rozwiązania.
Christie mistrzowsko przestrzegała tych reguł przez większość swojej twórczości. Ale miała też w sobie nutę buntu. I w pewnym momencie postanowiła wyjść poza sztywne ramy gatunku, pokazując, że potrafi stworzyć coś zupełnie innego, bardziej niepokojącego, zawieszonego między logiką a tajemnicą.

Zbiór „Śmierć przychodzi jesienią” to właśnie ta druga, mniej znana twarz Agathy Christie. To opowiadania, w których rozwiązanie nie zawsze jest oczywiste, a wydarzenia niejednokrotnie wymykają się czystej logice. Pojawia się tu atmosfera niepokoju, subtelna groza, delikatne mrugnięcie w stronę świata zjawisk, których nie da się jednoznacznie wyjaśnić. To Christie inna, niż w jej klasycznych opowieściach, bardziej mroczna, wprowadzająca elementy grozy; czasami narracja ociera się o mistykę - i właśnie dlatego tak fascynująca.

Ten zbiór warto przeczytać, nawet jeśli na co dzień najbardziej lubimy klasyczne zagadki z Poirotem czy panną Marple w roli głównej. „Śmierć przychodzi jesienią” pozwala zobaczyć autorkę z zupełnie innej strony - odważniejszą, eksperymentującą i rzucającą wyzwanie całemu Złotemu Wiekowi Detektywów. 

Polecam serdecznie każdemu, kto chce odkryć dla siebie "inną" Christie.

środa, 26 listopada 2025

Gdybyś mógł zmienić bieg historii — o „Węźle czasu” Remigiusza Mroza

Motyw podróży w czasie pojawiał się w literaturze niezliczoną ilość razy, ale wciąż ma w sobie coś, co potrafi nas zahipnotyzować. Remigiusz Mróz udowadnia, że nawet temat dobrze znany można przedstawić świeżo, intrygująco i w sposób, który każe na moment zatrzymać się nad własną rzeczywistością.

Wyobraź sobie, że odzyskujesz świadomość i… niby jesteś tam, gdzie ją straciłeś, ale miejsce nie wygląda tak samo. Ludzie inaczej ubrani, inne przedmioty, inna atmosfera. Po krótkim czasie odkrywasz szokującą prawdę, zamiast roku 2025 jest 1931. Nie pamiętasz wszystkiego, ale wiesz jedno - jesteś z przyszłości. A w torebce masz telefon, który jakoś trzeba naładować… co w latach trzydziestych brzmi jak wyzwanie godne samego Einsteina.

„Węzeł czasu” wciąga nie tylko pomysłem. To historia, która skłania do zadawania pytań, które większość z nas choć raz miała w głowie. Co by było, gdyby Hitler zmarł przed dojściem do władzy? Czy doszłoby wtedy do II wojny światowej? A gdyby Związek Radziecki nigdy się nie rozpadł? Jak by wyglądało nasze życie, gdyby Polska wciąż była komunistyczna? W powieści pojawia się również sporo moralnych dylematów. Gdybyśmy mieli możliwość przenieść się do przeszłości, to czy mamy prawo ingerować w historię? Czy nasza wiedza o przyszłości czyni nas odpowiedzialnymi za świat? A jeżeli coś zmienimy, to tym samym ratujemy ludzi czy zaburzamy porządek, którego nie rozumiemy?

Zabawa alternatywnymi wersjami historii zawsze działa na wyobraźnię, a Mróz wykorzystuje to, by pokazać, jak delikatną siecią powiązań jest nasza rzeczywistość. Jedno wydarzenie wpływa na kolejne, mały gest potrafi zmienić bieg dziejów, a przypadek czasem wcale nie jest przypadkiem. Książka zostawia też z intrygującą myślą: a może historia nie jest liniowa? Może istnieje wiele równoległych wariantów rzeczywistości, które splatają się ze sobą w nieoczekiwany sposób?

W moim odczuciu Mróz świetnie oddaje zagubienie bohaterki. Jej niepewność, jej przerażenie, ale też fascynację nowym-starym światem. W pewnym momencie zaczęłam jej naprawdę współczuć. Nie wiedziała, komu ma ufać, komu wierzyć, a komu dać się omamić. Każdy wybór wydaje się albo zagrożeniem, albo szansą. Tylko skąd wziąć pewność, co jest czym?

Nie mogę nie wspomnieć o audiobooku, bo to absolutnie osobne doświadczenie. Superprodukcja z muzyką, efektami dźwiękowymi i aktorską interpretacją sprawia, że odbiór tej historii jest absolutnie filmowy. Słuchając, miałam wrażenie, że siedzę w kinie; dźwięki otoczenia, napięcie budowane muzyką, emocje zamknięte w tonach głosu. Coś pięknego!

„Węzeł czasu” to powieść, która nie jest tylko zabawą konwencją science fiction. To historia o wyborach, odpowiedzialności, pokusie zmiany biegu zdarzeń i konsekwencjach, które zawsze, absolutnie zawsze, gdzieś na nas czekają. Polecam serdecznie, zarówno w wersji papierowej, jak i w genialnej formie audio. Jeśli lubicie historie, które pozwalają zastanowić się nad losem, czasem i alternatywnymi ścieżkami życia, to jest lektura dla Was.


 

sobota, 22 listopada 2025

Kiedy historia staje się narzędziem władzy

 

Książek o toczącej się na Ukrainie wojnie powstało już naprawdę sporo. Jedne skupiają się na wydarzeniach historycznych, inne na samej linii frontu, działaniach wojennych i politycznych pertraktacjach. Są też takie, które próbują dać szerokie, wielowarstwowe spojrzenie na relacje dwóch państw - Ukrainy i Rosji. Do tej ostatniej grupy zdecydowanie należy „Wojna i kara” Michaiła Zygara.
Autor, rosyjski dziennikarz opozycyjny, miał dostęp do wielu polityków, pisarzy, dziennikarzy, prezydentów, zarówno tych o poglądach prawicowych, jak i lewicowych. Dzięki temu jego opowieść jest niezwykle bogata i różnorodna.

„Wojna i kara” obejmuje kilka wieków relacji rosyjsko-ukraińskich. Zygar prowadzi nas od XVII wieku, zaczynając swoją narrację około roku 1640. Opisuje mity tworzone na polityczne zamówienie władców, pokazuje, jak przez kolejne stulecia budowano fałszywe narracje, a prawdę naginano tak, by pasowała do interesów rządzących. Jak nie raz przepisywano historię, jakby tworzyli fikcję literacką.
Cenne jest to, że autor nie ogranicza się jedynie do polityki. Wplata w opowieść ważne wydarzenia historyczne, opowiada o przełomowych odkryciach i wynalazkach, a także pokazuje, jak sytuacja polityczna wpływała na literaturę i kulturę każdej epoki. Ta szeroka perspektywa sprawia, że książkę czyta się jak wielowymiarową mapę Wschodu, pełną zależności, tropów i powiązań.

Zygar w swojej narracji stara się nie być stronniczy. Jego styl sprawia wrażenie, jakby podawał wyłącznie fakty, bez emocjonalnego komentarza. A jednak w trakcie lektury niejednokrotnie przemknęła mi przez głowę pewna myśl: skoro rosyjscy pisarze i dziennikarze potrafili tak skutecznie manipulować historią przez całe stulecia, to czy możemy całkowicie zaufać temu, co napisał, jakkolwiek by nie było, rosyjski dziennikarz?
I to jest pytanie, które zostało ze mną długo po zamknięciu książki.


wtorek, 18 listopada 2025

Naukowiec, geniusz, biznesmen czy showmen?

 

„Pycha absolutna” nie jest klasyczną biografią, którą prowadzi się od dzieciństwa, przez młodość, aż po współczesność. To raczej historia budowania kariery, opowieść o człowieku, który pcha świat do przodu z siłą, którą można nazwać zarówno wizją, jak i obsesją.

Książka daje bardzo ciekawy wgląd w kulisy jego firm (PayPala, Tesli, SpaceX czy Neuralinka) i pokazuje, jak Musk potrafi zmieniać branże, w które wchodzi. Ale nie jest to portret psychologiczny, nie odsłania wnętrza bohatera, bardziej obserwujemy mechanikę sukcesu, niż człowieka stojącego za nim.

Autor nie kreuje Muska na geniusza ani na tyrana. Raczej pokazuje, że obie te prawdy mogą istnieć równocześnie. Że można być wizjonerem i jednocześnie człowiekiem, który dla własnych celów potrafi pójść po trupach. Że można mieć wielkie marzenia, ale też ogromne ego. I że nowoczesność, którą Musk reprezentuje, bywa fascynująca i  ... przerażająca.

To, co mnie w tej książce najbardziej zainteresowało, to sposób, w jaki autor opisuje napięcie między Muskową chęcią „ratowania ludzkości” a jego niezdolnością do zwykłych, ludzkich relacji. W wielu miejscach miałam wrażenie, że to książka nie tyle o Muskowym sukcesie, co o cenie, jaką płaci człowiek, który nie ma hamulców ani w sobie, ani wokół siebie.
 Nie jest to lektura emocjonalna, ale zdecydowanie otwierająca oczy. Nie idealizuje, nie demonizuje, daje czytelnikowi materiał do własnego osądu.
Dla mnie to raczej książka o zderzeniu marzeń z rzeczywistością, o tym, jak wygląda świat w rękach osób, dla których słowo „niemożliwe” nie istnieje. I o tym, jak cienka jest granica między determinacją a pychą.

Polecam tym, którzy chcą zrozumieć Fenomen Muska, ale nie przez pryzmat jego życia prywatnego, tylko przez pryzmat idei, ambicji i biznesowej furii, która pcha go do przodu.

niedziela, 16 listopada 2025

Kiedy teraźniejszość wygląda jak przeszłość — Wschód według Stasiuka

 

Książka Andrzeja Stasiuka „Wschód” została wydana w 2014 roku. Utwór reprezentuje gatunek literatury podróżniczej, eseistycznej. Zawiera też cechy pamiętnika. Autor opisuje swoją podróż po Wschodniej Polsce, po Ukrainie, Rosji, Azji, Mongolii i wreszcie Syberii. Podróż odbywa się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Jest to książka o dzieciństwie, o młodości. Wspomnienia z przeszłości przeplatają się ze współczesnością. Ogólnie pojęty Wschód występuje tutaj zarówno jako temat geograficzny, kulturowy, jak i historyczny.

            Powieść  Stasiuka prawie nie zawiera dialogów, za to znajdziemy w niej dużo opisów niewielkich miast, natury, ludzi czy np. sklepów. Wraz z autorem pospacerujemy uliczkami, przeczytamy o jego wizytach u dziadków, o przyjaźniach, o pierwszych samodzielnych wyprawach, o kolejkach do sklepów. I wszystko to rozgrywa się w czasach panującego wtenczas jeszcze ustroju komunistycznego. 

 Ale nawet świat współczesnego Wschodu w książce Andrzeja Stasiuka wciąż pozostaje jakby szary, przykurzony - taki, jaki znamy z czasów minionej epoki. I w takich chwilach, znajdując się w takiej scenerii, zaprawdę trudno zaufać autorowi, że ukazuje nam współczesną rzeczywistość. Można raczej zaryzykować stwierdzenie, że Wschód Stasiuka nie jest realny, lecz ten, który pozostał w jego wspomnieniach.

Książka świetnie pokazuje jaki wpływ miała (i ma) polityka Rosji na inne państwa byłego Związku Radzieckiego, jak się zmieniły państwa azjatyckie.

            Możemy zadać pytanie, dla kogo przeznaczona jest ta lektura? Ze względu na opisywane w niej okoliczności skierowana jest ona raczej do czytelników w starszym wieku, ponieważ dla nich będzie wspomnieniem z czasów młodości, powrotem, reminiscencją tego, co sami kiedyś przeżyli. Natomiast przedstawiciele młodszego pokolenia widzieliby opisywane kraje już z innej perspektywy.

Andrzej Stasiuk jawi się nam jako jeden z ostatnich pisarzy podejmujących kwestię dawnego radzieckiego Wschodu.


środa, 12 listopada 2025

Love + 1cm – o miłości, która mieści się w drobiazgach

 


Przychodzę dziś z bardzo miłą, kojącą książką o miłości. Taką, która jest jak ciepły, przytulny pled. Pełną harmonii, spokoju i refleksji. Nie jest to powieść fabularna, lecz zbiór krótkich tekstów, czasem wierszy, o relacjach między kobietą a mężczyzną. Najbardziej przypadnie do gustu tym, którzy już spotkali swoją prawdziwą miłość i wiedzą, jaka ona jest. Wiedzą, że miłość to nie zawsze kolorowy sen na różowych chmurkach, że czasem to burza z piorunami i gradem. Bo miłość nie jest słodka i spektakularna jak w filmach romantycznych. Miłość tkwi w codzienności: w zaufaniu, drobnych gestach, pojedynczych słowach i przelotnych spojrzeniach.

Autorka właśnie to chce nam przekazać: że te tytułowe „1 cm” to drobiazgi, z których składa się ogrom uczucia. Krok po kroku prowadzi nas przez różne etapy miłości: od pierwszego spotkania i narodzin uczucia, przez spokój i burze, aż po rozstania i powroty. Nie powinniśmy szukać ideału, lecz nauczyć się rozpoznawać właściwego człowieka, tego, z którym razem stworzymy coś pięknego.
Bo miłość nie gwarantuje sielanki. Ale jeśli przyjdzie burza, to wcale nie oznacza końca.

W miłości doświadczamy wszystkiego - i dobrego, i trudnego. Ważne, by potrafić to uczucie pielęgnować, chronić i doceniać, w każdej chwili.

Wizualnie książka może wydawać się infantylna, pełna rysunków niczym w dziecięcej książeczce. Ale w środku kryje się prawdziwa głębia, mądrość życiowa i filozoficzne rozważania o uczuciach.

 Szczerze polecam wszystkim, którzy chcą na chwilę zatrzymać się w codziennym biegu i przypomnieć sobie, że miłość mieszka właśnie w tych małych „1 cm”.

sobota, 8 listopada 2025

"Przygody" diabła w raju

Dzisiaj chcę podzielić się wrażeniami po przeczytaniu serii o Kubie Sobańskim autorstwa Adriana Bednarka. Cykl liczy (na razie!) dziewięć tomów:

  • Pamiętnik diabła
  • Proces diabła
  • Spowiedź diabła
  • Wyrok diabła
  • Piętno diabła
  • Rywal diabła
  • Pokusa diabła
  • Śledztwo diabła
  • Wybór diabła

 Przeczytałam wszystkie dziewięć tomów. Tak, wszystkie. I choć zaczynało się całkiem dobrze, intrygująco, z pomysłem i mocnym wejściem, to mniej więcej od czwartego tomu miałam wrażenie, że autor trochę za bardzo polubił swojego bohatera.

Fabuła, która początkowo zaskakiwała, z czasem zaczyna się powtarzać. Zbrodnie są coraz bardziej efektowne, ale emocjonalnie coraz mniej angażujące. To trochę tak, jakbyśmy wciąż oglądali ten sam film, tylko w nowej scenerii.
Czyta się szybko, to fakt. Bednarek ma lekkie pióro, potrafi utrzymać tempo i stworzyć napięcie. Ale po kilku tomach trudno oprzeć się wrażeniu, że to literatura typowo rozrywkowa, nie wymagająca, nie pozostawiająca po sobie refleksji.

Nie ma tu większej głębi psychologicznej ani emocjonalnej, raczej gra pozorów i szukanie coraz mocniejszych efektów. Jeśli ktoś szuka czystej adrenaliny i chce po prostu oderwać się od rzeczywistości, to książki idealne na wieczór z herbatą (albo czymś mocniejszym). Ale jeśli oczekujecie, że literatura pokaże coś o człowieku, o winie, karze, o cienkiej granicy między ofiarą a oprawcą, to lepiej nie nastawiać się na cud.

Nie żałuję, że przeczytałam całą serię. Czasem warto zobaczyć, dokąd autor nas zaprowadzi. Ale po każdym przeczytanym tomie miałam wrażenie, że ten „diabeł” już powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. A potem jeszcze raz. I jeszcze raz.

czwartek, 6 listopada 2025

"Dobro ma swoją cenę, a prawda jest pułapką"

 

     Dwie kuzynki, Judyta i Martyna, jadą na imprezę, z której powraca tylko jedna z nich. I ta ocalała nie pamięta, co się wydarzyło...

   Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest proste: Judyta to ta „dobra”. Ułożona, bardzo religijna, pomocna, zawsze gotowa, by nieść wsparcie innym. Martyna, jej przeciwieństwo, ostra, buntownicza, bezczelna.
  W naturalny sposób zaczynamy więc sympatyzować z Judytą. Bo przecież lubimy ludzi, którzy są „dobrzy”, prawda?

A jednak, Michał Paweł Urbaniak bardzo szybko podważa nasze przekonania. Z każdym rozdziałem odsłania kolejną warstwę swoich bohaterek. Pokazuje, że pod pozorną dobrocią potrafi kryć się chłód, wyrachowanie i fałsz. A ci, którzy wydają się trudni i niedelikatni, bywają po prostu bardziej autentyczni.

To właśnie w tej nieoczywistości tkwi siła książki. Autor nie moralizuje, nie mówi, komu mamy współczuć, a kogo potępiać. Daje nam przestrzeń do własnego osądu. Może właśnie dlatego Dobra dziewczyna zostaje w głowie na długo po przeczytaniu.

Tempo akcji jest spokojne, niemal hipnotyczne. To nie thriller, który pędzi, jest to raczej cicha, spokojna opowieść o tym, jak bardzo potrafimy się mylić w ocenach innych ludzi.
Urbaniak nie potrzebuje fajerwerków, żeby budować napięcie. Robi to szeptem: poprzez słowa, spojrzenia, drobne gesty, milczenie.

Nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi. Każda z bohaterek nosi w sobie coś, co kusi i coś, co przeraża. Tytułowe pytanie pozostaje więc otwarte: która z nich tak naprawdę była tą dobrą?

środa, 5 listopada 2025

A oni wciąż milczą...

 

Mowa jest srebrem, a milczenie jest złotem.
    Wszyscy znamy to powiedzenie. Ale czy zawsze jest ono aksjomatem? Co z milczeniem ofiar przemocy domowej? A co powiemy o milczeniu nastolatków, którzy są zastraszani, krzywdzeni, ale boją się powiedzieć o tym rodzicom?
    „Bezsilna” Piotra Kościelnego daje nam obraz społeczeństwa Wschowy. Nieduże spokojne miasteczko, w którym zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Na stronach powieści spotkamy samotną matkę, która dowiaduje się, że zostało jej niewiele życia. Kobietę, której syn nie szanuje jej, znęca się, bije, a potem zło w nim tak potęguje, że zaczyna zagrażać wszystkim wkoło. Nastolatków, którzy nabroili, ale boją się przyznać do tego rodzicom, czym coraz bardziej pogrążają się w desperację.
    W przypadku wszystkich tych ludzi milczenie staje się ich przekleństwem. Nie uzyskują pomocy, milczą o swoich problemach, doprowadzają się do sytuacji bez wyjścia, a tym samym stają się bezsilni. Szczególnie ta bezsilność widoczna jest w postawie matki, której syn zostaje wcieleniem zła.
    Opowieść jest brutalna, miejscami bardzo trudna, ale warto zapoznać się z tą pozycją, by uświadomić sobie, do czego może doprowadzić milczenie o problemach.

sobota, 25 października 2025

Czy sztuczna inteligencja jest sprzymierzeńcem człowieka, czy jego rywalem

 



Technologie towarzyszą nam od dziesięcioleci, pojawiły się jeszcze w XX wieku i długo pełniły rolę jedynie pomocniczą. Dopiero wraz z rozwojem sztucznej inteligencji ludzie zaczęli odczuwać prawdziwe zagrożenie. Motyw rywalizacji człowieka z maszyną, dotąd obecny głównie w literaturze i filmach science fiction, dziś coraz wyraźniej przenika do naszej codzienności. I po raz pierwszy wydaje się naprawdę realny.

W hotelach, restauracjach czy fabrykach coraz częściej roboty zastępują ludzi. Aplikacje i programy potrafią już nie tylko analizować dane, lecz także pisać teksty, tworzyć zdjęcia i filmy. Wraz z tymi zmianami powraca pytanie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się czysto teoretyczne: czy powinniśmy obawiać się przyszłości, w której człowiek stanie się zbędny na rynku pracy?
Ale problem dotyczy nie tylko sfery zawodowej. Na naszych oczach rozwijane są roboty humanoidalne — przypominające ludzi, obdarzone urodą i zdolne do prowadzenia prostej rozmowy. Czy nadejdzie moment, w którym relacje międzyludzkie ustąpią miejsca sztucznym więziom? Czy łatwiej będzie wybrać partnera, który nigdy się nie złości, zawsze nas rozumie i zachowuje dokładnie tak, jak go zaprogramujemy?

Na te i wiele innych pytań stara się odpowiedzieć autor książki „AI. Jak przygotować się do rewolucji”. Publikacja ukazuje spojrzenie twórców oraz liderów największych firm i korporacji, którzy już dziś kształtują świat przyszłości. Autor nie tylko opisuje wizję rzeczywistości zdominowanej przez sztuczną inteligencję, lecz także podpowiada, jakie zawody i umiejętności mają szansę przetrwać w nowej, zrobotyzowanej epoce.

To lektura, która prowokuje do refleksji. Pokazuje, że rewolucja technologiczna to nie odległy scenariusz science fiction, lecz proces, w którym już uczestniczymy, i od nas zależy, czy zachowamy w nim ludzką twarz.

poniedziałek, 13 października 2025

Usłyszeć drugiego człowieka..

 

Dzisiaj chciałabym polecić bardzo ciekawą książkę — choć niektórzy twierdzą, że jest już nieco przestarzała. Pozwolę sobie z tą opinią nie zgodzić, ponieważ opowiada o wartościach, które nie mają terminu ważności. Ba, w dzisiejszych czasach ta pozycja może nam pomóc przypomnieć sobie o tak ważnych kwestiach, jak uczciwość, uprzejmość, uważność i empatia. Przypomina również, jak istotne jest słuchanie drugiego człowieka.
W świecie, w którym wszyscy pędzą przed siebie, nie widząc (oczy utkwione w telefonie) i nie słysząc (uszy zasłonięte słuchawkami), coraz trudniej znaleźć kogoś, kto naprawdę wysłucha, pocieszy czy doradzi.
Socjologowie na całym świecie alarmują, że drastycznie wzrosła liczba stanów depresyjnych i samobójstw wśród młodzieży. Czy nie jest to pokłosiem tego, że równie drastycznie zmniejszył się czas, jaki poświęcamy rozmowom twarzą w twarz? Coraz częściej spotkania sprowadzają się do szybkiej wymiany informacji: co u kogo słychać, co się zmieniło. Przestaliśmy jednak prowadzić spokojne, długie rozmowy o uczuciach, o tym, co nas trapi i o czym marzymy. Nasze pragnienia i przeżycia zostają schowane głęboko w nas samych, aż w końcu zaczynają nas zatruwać.
Młodym ludziom coraz trudniej znaleźć prawdziwych przyjaciół.
A może warto podsunąć im książkę Dale’a Carnegiego?

Wybieramy się w podróż! Ale czy wrócimy?...

  Jesiie Garcia jest amerykańską dziennikarką i reporterką sportową, a także dyrektorką działu wiadomości stacji CBS w Milwaukee. Wcześniej...